fbpx

Grandżadża z Dubiecka

O niewielkim Dubiecku słyszeli nieliczni miłośnicy Podkarpacia, odwiedzający te strony. Z pozoru niewinny pałac może pochwalić się niezwykłą historią oraz zacnymi właścicielami.

Bójka szlachty w kościele, akwaforta z druku „Gedoppelter polnischer Sack – Spiegel oder merckwürdige Vorbildung des ehemahl” (ze zbiorów Biblioteki Narodowej)

W XVII wieku na Podkarpaciu mieszkało dwóch braci Krasickich, jednak ich losy potoczyły się różnymi drogami. Marcin z Krasiczyna był sprawnym politykiem, zaś Jerzy z Dubiecka – zawadiaką. Jerzego ze względu na pychę i zarozumiałość (z których powszechnie żartowano), zwano grandżadżą. Jednak nie do śmiechu było tym, którzy wpadli w ręce starosty dolińskiego. Ofiary starosta przetrzymywał w lochach dubieckiego zamku, a następnie w Sanoku zmuszał m.in. do zrzeczenia się w stosunku do niego wszelkich pretensji.

Pomimo 23 wyroków infamii i banicji Jerzy Krasicki nic sobie z nich nie robił, w dalszym ciągu napadając na swoich sąsiadów i przeciwników. Jednak nie zawsze wybryki uchodziły mu płazem. Za napaść na Pawła Potockiego został skazany na 12 tygodni więzienia w wieży lwowskiego zamku.

Z czasem awantury, jakich dopuszczał się Jerzy Krasicki, przekraczały nawet XVII-wieczne normy. W 1621 roku za wywołanie strzelaniny i rozlewu krwi w katedrze przemyskiej podczas rozprawy pojednawczej między husarzami Piotra Opalińskiego a Piotrem Bolestraszyckim, biskup Jan Wężyk rzucił na starostę klątwę. Tej zniewagi nie podarowali mu także husarze, którzy ruszyli w pogoń za krewkim magnatem i siłą zmusili go do uroczystych przeprosin i przebłagania biskupa.

Ostatecznie starostę dolińskiego uznano za szalonego, a król Władysław IV ustanowił nad nim kuratelę. Jerzy Krasicki jednak nie pogodził się z decyzją królewską, walcząc m.in. ze swym kuratorem i zarazem szwagrem Adamem Sanguszką-Koszyckim. Po utracie starostwa i majątku osamotniony starosta podobno błąkał się po Lwowie.